Stworzyłem ten temat by się dowiedzieć, jak wychować od małego prawdziwego Zombie Huntera;)
albo jak wy odkryliście w sobie tę pasje, i rozwijaliście.
Jak przygotować dziecko do Zombie day, i jak je chronić.
Np. od małego zapoznawać z higieną, wprowadzić w świat surwiwalu, zapisać do harcerzy. Zabierać do lasu. Uczyć oriętacji w terenie, robienie szałasów (baz), zbieractwa. Opowiadać zainteresować dziecko. Wpoić w nie wartości, nauczyć jak powinno reagować w danej sytuacji, wyćwiczyć by instynktownie robił to co należy.
Welcome to Zombie Zone Forum
Register now to gain access to all of our features. Once registered and logged in, you will be able to create topics, post replies to existing threads, give reputation to your fellow members, get your own private messenger, post status updates, manage your profile and so much more. If you already have an account, login here - otherwise create an account for free today!
Register now to gain access to all of our features. Once registered and logged in, you will be able to create topics, post replies to existing threads, give reputation to your fellow members, get your own private messenger, post status updates, manage your profile and so much more. If you already have an account, login here - otherwise create an account for free today!
#2
Napisano 21 styczeń 2012 - 16:04
Ty poważnie ?
Zastanów się jak daleko chcesz iść w wychowywaniu 'prawdziwego zombie-huntera', czymkolwiek ten prawdziwy zombie hunter jest...
Psychika dziecka nie jest gotowa na wmawianie mu, że świat jest pełen niebezpieczeństw i trzeba być cały czas gotowy, żyć w permanentnym stanie zagrożenia etc. bo zaraz wybuchnie wojna, mamusię zabją źli ludzie i trzeba będzie uciekać z domu i zostawić wszystkie ukochane zabawki... Więc ponawiam pytanie - zastanów się, o co Ci chodzi. Od opieki są rodzice, dziecko samo o siebie nigdy nie zadba bo mniej więcej do 12-14go roku życia zupełnie inaczej postrzega kwestie zagrożenia. (tak się składa, że miałem trochę do czynienia z psychologią dziecięcą)
Moja rada - zadbaj o to, by dzieciak więcej czasu spędzał na powietrzu uprawiając sport a nie przed komputerem.
Jak Ci się to uda w dzisiejszych czasach, to będziesz debeściak
W podstawówce zapisz na jakieś sztuki walki (praktycznych umiejętności nie posiądzie ale rozwinie się fizycznie i co najważniejsze, dobrze wyrobi charakter). W weekend zamiast do galerii handlowej zabierz na spacer do lasu, w prezencie zamiast lanserskiego I-Pada kup dobry plecak i sru w góry i pod namiot.
powodzenia
Zastanów się jak daleko chcesz iść w wychowywaniu 'prawdziwego zombie-huntera', czymkolwiek ten prawdziwy zombie hunter jest...
Psychika dziecka nie jest gotowa na wmawianie mu, że świat jest pełen niebezpieczeństw i trzeba być cały czas gotowy, żyć w permanentnym stanie zagrożenia etc. bo zaraz wybuchnie wojna, mamusię zabją źli ludzie i trzeba będzie uciekać z domu i zostawić wszystkie ukochane zabawki... Więc ponawiam pytanie - zastanów się, o co Ci chodzi. Od opieki są rodzice, dziecko samo o siebie nigdy nie zadba bo mniej więcej do 12-14go roku życia zupełnie inaczej postrzega kwestie zagrożenia. (tak się składa, że miałem trochę do czynienia z psychologią dziecięcą)
Moja rada - zadbaj o to, by dzieciak więcej czasu spędzał na powietrzu uprawiając sport a nie przed komputerem.
Jak Ci się to uda w dzisiejszych czasach, to będziesz debeściak
powodzenia
#4
Napisano 21 styczeń 2012 - 16:29
Chodzi Ci na przykład o to jak wychować dziecko żeby po uderzeniu się w drzwi nie płakało?
Nie należy zwracać uwagi na płacz dziecka w momencie kiedy się uderzy. Z czasem dziecko przestanie płakać, bo nie będzie przynosić to żadnego efektu...
Instynktownie dziecko reaguje od urodzenia. To my skrzywiamy prawidłowe na otoczenie reakcje dziecka pod kątem naszego punktu widzenia i środowiska w jakim mieszkamy. Dziecka nie można chronić, dziecko trzeba nauczyć, żeby obroniło się same.
I tak na przykład dzieci u indian w ameryce południowej wychowują się obserwując i naśladując swoich rówieśników. Kilkuletni chłopcy strzelają z łuków i mają dostęp do maczet. Nie robią sobie nimi krzywdy. W naszym świecie dziecko plus zapałki równa się pożar, a dziecko z nożem to już się kwalifikuje na proces o pozbawienie praw rodzicielskich.
Generalnie na to kim będzie dziecko, rodzic ma relatywnie mały wpływ. Dziecko woli nasladować swoich rówieśników.
I wypierdol telewizor za okno. Z tym, że jeżeli to zrobisz, to żeby nie było potem w szkole do tyłu, ucz je od małego literek, słów, zdań, czytania i liczenia.
EDIT:
I tak jesteśmy pokoleniem facetów wychowywanych przez kobiety. I jak tu mieć dusze wojownika
Nie należy zwracać uwagi na płacz dziecka w momencie kiedy się uderzy. Z czasem dziecko przestanie płakać, bo nie będzie przynosić to żadnego efektu...
Instynktownie dziecko reaguje od urodzenia. To my skrzywiamy prawidłowe na otoczenie reakcje dziecka pod kątem naszego punktu widzenia i środowiska w jakim mieszkamy. Dziecka nie można chronić, dziecko trzeba nauczyć, żeby obroniło się same.
I tak na przykład dzieci u indian w ameryce południowej wychowują się obserwując i naśladując swoich rówieśników. Kilkuletni chłopcy strzelają z łuków i mają dostęp do maczet. Nie robią sobie nimi krzywdy. W naszym świecie dziecko plus zapałki równa się pożar, a dziecko z nożem to już się kwalifikuje na proces o pozbawienie praw rodzicielskich.
Generalnie na to kim będzie dziecko, rodzic ma relatywnie mały wpływ. Dziecko woli nasladować swoich rówieśników.
I wypierdol telewizor za okno. Z tym, że jeżeli to zrobisz, to żeby nie było potem w szkole do tyłu, ucz je od małego literek, słów, zdań, czytania i liczenia.
EDIT:
I tak jesteśmy pokoleniem facetów wychowywanych przez kobiety. I jak tu mieć dusze wojownika
Rayz-Do
zawsze i wszedzi
zawsze i wszedzi
#5
Napisano 21 styczeń 2012 - 16:46
Tiaaaa, indianie pozwalają się dzieciakom bawić maczetami w dżungli, bo jak jednego wpierdyli anakonda to i tak jest przecież jeszcze osiem a przy tamtej śmiertelności niemowląt i całkowicie innym podejściu do dzieci, porównanie do europejskiego modelu wychowania 2 + 1 jest nie najlepsze. Co do 'obronienia się samemu' - jak przyjdzie co do czego to dzieciak będzie się bronić. Problem jest tylko taki, że zupełnie inaczej postrzega niebezpieczeństwo. Dzieci są nieśmiertelne. Dopiero w późniejszym wieku dochodzi do nich, że jednak 'się umiera'.
Ale ogólnie to masz rację Aqua. W naszym popierdylonym świecie urzędnik ma więcej do powiedzenia o tym jak masz wychowywać dzieciaka niż ty sam...
Larpak - fakt
Nie skumałem od razu kto założył temat.
Ale ogólnie to masz rację Aqua. W naszym popierdylonym świecie urzędnik ma więcej do powiedzenia o tym jak masz wychowywać dzieciaka niż ty sam...
Larpak - fakt
#7
Napisano 21 styczeń 2012 - 17:17
Szczery, śmiertelność nie jest u indian taka wysoka jak Ci się wydaje (pomijam tutaj plemiona, które wymierają od chorób, które im przytargał biały człowiek). Dobra książka - "W Głębi Kontinuum", Jean Liedloff. Nie ze wszystkimi tezami w niej zawaratymi się zgadzam, ale sprawiła, że patrzę trochę inaczej na funkcjonujące dziecko. Jakbym miał jednym zdaniem podsumować jej główną myśl, to byłoby to coś w stylu: dziecko nie ma skłonności samobójczych.
Na ideologię, na to kim dziecko będzie może nie mamy wpływu, ale mamy wpływ na to jakie umiejętności będzie posiadało.
Na ideologię, na to kim dziecko będzie może nie mamy wpływu, ale mamy wpływ na to jakie umiejętności będzie posiadało.
Rayz-Do
zawsze i wszedzi
zawsze i wszedzi
#8
Napisano 21 styczeń 2012 - 17:43
Tak jak -KnockeR- pokazałeś (człowiek pies) to wychowanie na zabójce, w takim celu został wychowany by ściągać haracz. Mi chodziło by było wychowanie w formie zabawy, kiedyś się biegało z pistoletami jako bandyci i policjanci, bawiło w wojny na szyszki zamiast granatów. Suchałem taty jak idzie słońce i której strony rośnie mech, jak sie robi pułapki. Nie chodzi -Szczery- by mówić przyjdą panowie zabiją ci mame a potem wyślą mi w kopercie twoje palce jak nie uciekniesz i nie zrobisz tego czy tamtego. Specjalnie podałem kilka przykładów jak zainteresować dziecko np zabawa strzelania do celu z procy, obserwowanie przyrody, ruch i przygoda, nawet takie zabawy jak podchody umożliwiają rozwój poznania otoczenia. To ma być nauka ale przyjemna by dziecko samo sie rozwijało, a nie miało robione sieczke z głowy.
-Larpak- jak widzisz moje posty i nie podoba ci się, że są napisane przezemnie to nie wchodz, i nie udzielaj odpowiedzi. Bo też odpowiedz jest bez sensu, nic nie wnosi prócz, miejsca, i nie potrzebnych nerwów. odp. dla -Szczery-Osobiście dzieci nie mam, a lat mam 22
-Larpak- jak widzisz moje posty i nie podoba ci się, że są napisane przezemnie to nie wchodz, i nie udzielaj odpowiedzi. Bo też odpowiedz jest bez sensu, nic nie wnosi prócz, miejsca, i nie potrzebnych nerwów. odp. dla -Szczery-Osobiście dzieci nie mam, a lat mam 22
Niech kule świszczą nad ich głowami...
#9
Napisano 21 styczeń 2012 - 17:57
Ja bym wniósł do tematu troche poprawnej ortografii.
Oraz podsumowanie dla dzieciaka:
Mniej komputera (w dzisiejszych czasach rodzice nie maja czasu dla dzieci) -> więcej przebywania (z rodzicem lub bez)na powietrzu, a z czasem samo sie czegoś nauczy chociażby przez obserwacje.
Oraz podsumowanie dla dzieciaka:
Mniej komputera (w dzisiejszych czasach rodzice nie maja czasu dla dzieci) -> więcej przebywania (z rodzicem lub bez)na powietrzu, a z czasem samo sie czegoś nauczy chociażby przez obserwacje.
MAŁY CZERWONY NAPIS
#10
Napisano 22 styczeń 2012 - 22:32
Nie ja nie mam zamiaru wychowywać syna na zombie huntera na pewo. Ale to nie znaczy że np. nie zapiszę go do harcerstwa ( sam byłem ) uczyć go kiedy dzwonić na pogotowie czy uczyć co robić jak coś zacznie się palić.
Moim zdaniem ,,zabawa w zombie huntera" to nasze hobby i nie ma co zaszczepiać tego dziecku. Co nie znaczy że nie należy uczyć dziecka po prostu PRZYDATNYCH umiejętności i takich które mu się mogą przydać, ale broń Boże robić z niego małego zabijakę
Pozdrawiam wszystkich rodziców
Moim zdaniem ,,zabawa w zombie huntera" to nasze hobby i nie ma co zaszczepiać tego dziecku. Co nie znaczy że nie należy uczyć dziecka po prostu PRZYDATNYCH umiejętności i takich które mu się mogą przydać, ale broń Boże robić z niego małego zabijakę
Pozdrawiam wszystkich rodziców
#11
Napisano 22 styczeń 2012 - 23:10
Najważniejsze by zapewnić dzieciakowi dobre dzieciństwo, by przebywał na dworze, poznał uroki spędzania czasu na świeżym powietrzu a nie tylko przy kompie. Tak jest najlepiej, zanim pozna uroki dorosłego życia i niebezpieczeństw jakie czyhają na każdym kroku. Jedyne z rzeczy które powinno dziecko znać to numery alarmowe i mniej więcej jak postępować, dla jego dobra.
Rzeczy niemożliwe załatwiam od razu, cuda zajmują mi trochę czasu...
#12
Napisano 23 styczeń 2012 - 09:08
Jesiotr słusznie prawisz. W wychowaniu chodzi o to aby dziecku poświęcać jak najwięcej czasu, i pokazywać jak wygląda świat, jak działa, z czego się składa, oczywiście w pozytywnym sensie, tak aby wyrobić zainteresowania u dziecka, a przy okazji zaszczepić miłość do ruchu, przyrody i czerpania przyjemności z miejsc i towarzystwa, a nie przedmiotów. Zainteresowanie Zombie pozostawmy sobie, jako pozytywne skrzywienie.
Jeżeli chodzi o płacz dziecka, nie wiem jak ty Aqua, ale ja jak córa się uderzy, to "muszę" z własnej potrzeby wziąć ją na ręce, przytulić, buziaczka dać i podmuchać tam gdzie boli. Ona ma się czuć bezpiecznie, ma wiedzieć od początku, że jeżeli jest jakiś problem to może na nas liczyć. A jak będzie troszkę większa, to wypady gdzieś dalej i wspólne przygody oczywiście wszystko z rozsądkiem. A telewizor "wypierdoliłem" przed narodzinami
jedynie co to obrazki do piosenek dla dzieci z YouTuba widzi z takich migotliwych rzeczy
najgorzej to z dziadkami... niereformowalni.
Jak to bajeczki sobie nie może obejrzeć? (z cartoon network - najgorszej stacji) Pod czaszką mi się gotuje zaraz.
EDIT: Aha, co do uderzenia się i płaczu to dodam tylko, że ważna jest reakcja na to co się stało, jeżeli dziecko się przewróci i my z wielkim "ohhhhhh", "ahhhhh", "Hyyyyyyyy" zareagujemy to dziecko jeżeli mocno się nie uderzyło rozpłacze się z powodu naszej reakcji. A jeżeli rodzic na spokojnie pomoże to często obywa się bez płaczu.
Jeżeli chodzi o płacz dziecka, nie wiem jak ty Aqua, ale ja jak córa się uderzy, to "muszę" z własnej potrzeby wziąć ją na ręce, przytulić, buziaczka dać i podmuchać tam gdzie boli. Ona ma się czuć bezpiecznie, ma wiedzieć od początku, że jeżeli jest jakiś problem to może na nas liczyć. A jak będzie troszkę większa, to wypady gdzieś dalej i wspólne przygody oczywiście wszystko z rozsądkiem. A telewizor "wypierdoliłem" przed narodzinami
Jak to bajeczki sobie nie może obejrzeć? (z cartoon network - najgorszej stacji) Pod czaszką mi się gotuje zaraz.
EDIT: Aha, co do uderzenia się i płaczu to dodam tylko, że ważna jest reakcja na to co się stało, jeżeli dziecko się przewróci i my z wielkim "ohhhhhh", "ahhhhh", "Hyyyyyyyy" zareagujemy to dziecko jeżeli mocno się nie uderzyło rozpłacze się z powodu naszej reakcji. A jeżeli rodzic na spokojnie pomoże to często obywa się bez płaczu.
Balian of Ibelin: What could a king ask of a man like me?
Godfrey of Ibelin: A better world than has ever been seen. A kingdom of conscious. A kingdom of heaven.
Godfrey of Ibelin: A better world than has ever been seen. A kingdom of conscious. A kingdom of heaven.
#13
Napisano 23 styczeń 2012 - 11:16
Dobrze prawisz Gotar. Ja też mam córkę "w drodze" ale już dziś wiem, że większość reakcji dziecka (po zrobieniu sobie krzywdy) wynika z naszej paniki i złego interpretowania sytuacji. A już patologią jest jak widzę rodzica który na upadek dziecka i otarcie kolna reaguje tekstem: " Kurwa mać, a tyle razy ci gadałam żebyś nie biegała!" - masakra normalnie. potem owszem dziecko płacze - ale z winy rodzica a nie samego otarcia kolana czy innego siniaka.
Dobrym przykładem rodzica jest mój kumpel. Jego kilkuletni synek jest totalnie omłucony (siniaki, otarcia, rozcięcia, stłuczenia itp.) ale od rana do wieczora na podwórku goni, na rowerze jeździ, goni za psem, katuje motorynkę czy quada, bawi się w wojnę i ogólnie nie ma czasu na nudę. Patrząc na jego siniaki pytam kumpla: "Co się temu chłopcu stało?!", a on mi na to: "Nic, to jest po prostu szczęśliwe dziecko." - bez komentarza
No i macie racje: telewizor - wypierdolić, komputer - wypierdolić, a dziecku kupić normalne, zwyczajne klocki i poukładać z nim razem na dywanie bo tak zaczynała większość z nas - zombiehunterów
Dobrym przykładem rodzica jest mój kumpel. Jego kilkuletni synek jest totalnie omłucony (siniaki, otarcia, rozcięcia, stłuczenia itp.) ale od rana do wieczora na podwórku goni, na rowerze jeździ, goni za psem, katuje motorynkę czy quada, bawi się w wojnę i ogólnie nie ma czasu na nudę. Patrząc na jego siniaki pytam kumpla: "Co się temu chłopcu stało?!", a on mi na to: "Nic, to jest po prostu szczęśliwe dziecko." - bez komentarza
No i macie racje: telewizor - wypierdolić, komputer - wypierdolić, a dziecku kupić normalne, zwyczajne klocki i poukładać z nim razem na dywanie bo tak zaczynała większość z nas - zombiehunterów
Moje nowe opowiadanie "CZERWONY KAPTUREK" dostępne w karczmie.
#14
Napisano 23 styczeń 2012 - 11:49
Dzięki Abra
również dobrze piszesz.
Offtopic jeszcze, zwracam uwagę na zabawki, większość robi wszystko za dziecko, przykład:
oglądałem gitarkę do grania, ale całe granie polegało na naciśnięciu jednego przycisku i gitara napieprzała melodię.
Natomiast szczytem było znalezienie gitarki gdzie różne przyciski dawały różne dźwięki i można wymyślać melodie.
Offtopic2: mam kumpla który perfekcyjnie motywuje dzieci, podpatruję u niego i sam będę stosował.
Zamiast bronić dziecku niesienia kubeczka z wodą (bo się polejesz itp.) daje ten kubeczek i mówi "trzymaj mocno" zanieś na stół.
Jeszcze nie widziałem żeby się oblał, za to niesie super ostrożnie bo tata tak doradził
Ogólnie wychowanie dziecka to jest przyjemna sprawa ale i olbrzymia odpowiedzialność za tego małego człowieka i co z niego wyrośnie...
Offtopic jeszcze, zwracam uwagę na zabawki, większość robi wszystko za dziecko, przykład:
oglądałem gitarkę do grania, ale całe granie polegało na naciśnięciu jednego przycisku i gitara napieprzała melodię.
Natomiast szczytem było znalezienie gitarki gdzie różne przyciski dawały różne dźwięki i można wymyślać melodie.
Offtopic2: mam kumpla który perfekcyjnie motywuje dzieci, podpatruję u niego i sam będę stosował.
Zamiast bronić dziecku niesienia kubeczka z wodą (bo się polejesz itp.) daje ten kubeczek i mówi "trzymaj mocno" zanieś na stół.
Jeszcze nie widziałem żeby się oblał, za to niesie super ostrożnie bo tata tak doradził
Ogólnie wychowanie dziecka to jest przyjemna sprawa ale i olbrzymia odpowiedzialność za tego małego człowieka i co z niego wyrośnie...
Balian of Ibelin: What could a king ask of a man like me?
Godfrey of Ibelin: A better world than has ever been seen. A kingdom of conscious. A kingdom of heaven.
Godfrey of Ibelin: A better world than has ever been seen. A kingdom of conscious. A kingdom of heaven.
#15
Napisano 24 styczeń 2012 - 00:02
Mądrze prawicie Panowie. Temat nie jest taki jak na początku by się wydawał. Rozumiem, że sformułowanie "małego Zombie Huntera" znalazło się dla utrzymania klimatu nie w sensie dosłownym. Ja nie traktuję dosłownie nawet samego "zombi".
Nie jesteśmy tu na forum przez przypadek. Przez przypadek niektórzy z nas na to forum trafili ale nie na nim zostali. Jesteśmy tu bo kiedyś nas zainteresował świat przyrody i umiejętność przetrwania w nim. Przynajmniej tak jest ze mną.
Też byliśmy dziećmi. Ja mimo wieku chyba dalej trochę jestem. Zmieniły się tylko zabawki - zamiast łuku ze sznurka broń groźniejsza itp. To znaczy, że ktoś nas wychował i to chyba nieźle. Wystarczy chcieć dobrze wychować dziecko. Poświęcić mu trochę czasu. Okazać zainteresowanie. Traktować poważnie. Przy okazji zauważyłem, że na forum zazwyczaj panuje super atmosfera ale nie zawsze. Bez względu na wiek i poglądy wszystkim należy się szacunek. Mogę się z kim nie zgadzać ale nie muszę go ośmieszać.
Jak nie potrafiłem jeszcze dobrze czytać. Ojciec zaczął mi czytać (dokończyłem już sam) "Przypadki Robinsona Crusoe". Potem w trakcie wakacji bawiłem się w takiego rozbitka. Od nieudolnych prób rozpalenia ogniska, jedzenia ślimaków i robienia nici z pokrzyw, robienia szałasów (które przewracał pierwszy podmuch wiatru)- zaczęła się moja przygoda z survivalem. Wtedy była to po prostu zabawa.
Na koniec cytat z niczego - czyli z głowy więc może być niedokładny Robinson mówi do siebie (bo i do kogo miałby gadać - Piętaszka jeszcze nie spotkał). "Gdybym miał połowę tej wiedzy, którą z takim trudem gdy byłem dzieckiem usiłowano wepchnąć mi do głowy o ileż łatwiejsze było by teraz moje życie".
Nie jesteśmy tu na forum przez przypadek. Przez przypadek niektórzy z nas na to forum trafili ale nie na nim zostali. Jesteśmy tu bo kiedyś nas zainteresował świat przyrody i umiejętność przetrwania w nim. Przynajmniej tak jest ze mną.
Też byliśmy dziećmi. Ja mimo wieku chyba dalej trochę jestem. Zmieniły się tylko zabawki - zamiast łuku ze sznurka broń groźniejsza itp. To znaczy, że ktoś nas wychował i to chyba nieźle. Wystarczy chcieć dobrze wychować dziecko. Poświęcić mu trochę czasu. Okazać zainteresowanie. Traktować poważnie. Przy okazji zauważyłem, że na forum zazwyczaj panuje super atmosfera ale nie zawsze. Bez względu na wiek i poglądy wszystkim należy się szacunek. Mogę się z kim nie zgadzać ale nie muszę go ośmieszać.
Jak nie potrafiłem jeszcze dobrze czytać. Ojciec zaczął mi czytać (dokończyłem już sam) "Przypadki Robinsona Crusoe". Potem w trakcie wakacji bawiłem się w takiego rozbitka. Od nieudolnych prób rozpalenia ogniska, jedzenia ślimaków i robienia nici z pokrzyw, robienia szałasów (które przewracał pierwszy podmuch wiatru)- zaczęła się moja przygoda z survivalem. Wtedy była to po prostu zabawa.
Na koniec cytat z niczego - czyli z głowy więc może być niedokładny Robinson mówi do siebie (bo i do kogo miałby gadać - Piętaszka jeszcze nie spotkał). "Gdybym miał połowę tej wiedzy, którą z takim trudem gdy byłem dzieckiem usiłowano wepchnąć mi do głowy o ileż łatwiejsze było by teraz moje życie".
#16
Napisano 01 luty 2012 - 21:26
#17
Napisano 02 luty 2012 - 03:30
Widzę, że w dyskusji uczestniczą raczej starsi reprezentanci forum.
Ale i ja dorzucę swoje pięć groszy z perspektywy osoby nieco młodszej
Jeżeli chodzi o samo wychowanie to bladego pojęcia o tym nie mam. Trudno, żebym takowe miał. Dopiero co niedawno zakończyłem etap wychowania mnie przez rodziców.
Jednak co z tym zainteresowaniem wszelaką tematyką survivalu, militarii itp..
U mnie to rozwijało się samo, podobnie jak u Huzara. Rodzice nie raz dawali mi kary, bo spóźniałem się do domu z zabaw w lesie. Baz miałem niezliczoną ilość Jednym słowem miałem aktywne dzieciństwo.
Ale do rzeczy.. Moim zdaniem nie rób nic na siłę. Sądzę, że gdyby ojciec na siłę chciałby mnie zainteresować takim rzeczami, to ja na przekór jemu bym po prostu to olewał i przerzucił się na inne hobby. Gdyby podszedł do mnie i powiedział, że kiedyś bawił się w wojne patykami, to ja bym w życiu już tak nie robił, bo uważałbym to za zabawę dla ludzi z PRLu. Wniosek? Daj mu dojść do wielu rzeczy samemu.
Popieraj, interesuj się tym, odpowiadaj na pytania, bo nic bardziej mnie nie rajcowało jak, zapewne ostro podkoloryzowane, opowieści ojca z wojska, ale daj się mu samemu rozwijać. Co najwyżej lekko podkładaj mu czynniki które mogą go tym zająć. Wołaj na film o wojnie (oczywiście w odpowiednim wieku), jedź na grzyby, opowiadaj ciekawe rzeczy, które czasem mogą mijać się nieco z prawdą.
A odnosząc się do pytania z posta threadowego (co było powodem mojego zainteresowania tematem?)
Gry, zdjęcia, filmy, fantazja i sposób na zabicie nudy. Przypuszczam, że właśnie stąd mi się wziął ten bzik, ale nie mam pewności, gdyż odkąd pamiętam zawsze to lubiłem.
I to, co moim zdaniem najważniejsze.
Choć bawiłem się z grupą kolegów, to tylko ja wgłębiłem się w to dalej. To, że będzie biegał na dworze nie musi od razu znaczyć, iż zostanie zombie-hunterem. On to po prostu musi mieć we krwi i głowie.
Ale i ja dorzucę swoje pięć groszy z perspektywy osoby nieco młodszej
Jeżeli chodzi o samo wychowanie to bladego pojęcia o tym nie mam. Trudno, żebym takowe miał. Dopiero co niedawno zakończyłem etap wychowania mnie przez rodziców.
Jednak co z tym zainteresowaniem wszelaką tematyką survivalu, militarii itp..
U mnie to rozwijało się samo, podobnie jak u Huzara. Rodzice nie raz dawali mi kary, bo spóźniałem się do domu z zabaw w lesie. Baz miałem niezliczoną ilość Jednym słowem miałem aktywne dzieciństwo.
Ale do rzeczy.. Moim zdaniem nie rób nic na siłę. Sądzę, że gdyby ojciec na siłę chciałby mnie zainteresować takim rzeczami, to ja na przekór jemu bym po prostu to olewał i przerzucił się na inne hobby. Gdyby podszedł do mnie i powiedział, że kiedyś bawił się w wojne patykami, to ja bym w życiu już tak nie robił, bo uważałbym to za zabawę dla ludzi z PRLu. Wniosek? Daj mu dojść do wielu rzeczy samemu.
Popieraj, interesuj się tym, odpowiadaj na pytania, bo nic bardziej mnie nie rajcowało jak, zapewne ostro podkoloryzowane, opowieści ojca z wojska, ale daj się mu samemu rozwijać. Co najwyżej lekko podkładaj mu czynniki które mogą go tym zająć. Wołaj na film o wojnie (oczywiście w odpowiednim wieku), jedź na grzyby, opowiadaj ciekawe rzeczy, które czasem mogą mijać się nieco z prawdą.
A odnosząc się do pytania z posta threadowego (co było powodem mojego zainteresowania tematem?)
Gry, zdjęcia, filmy, fantazja i sposób na zabicie nudy. Przypuszczam, że właśnie stąd mi się wziął ten bzik, ale nie mam pewności, gdyż odkąd pamiętam zawsze to lubiłem.
I to, co moim zdaniem najważniejsze.
Choć bawiłem się z grupą kolegów, to tylko ja wgłębiłem się w to dalej. To, że będzie biegał na dworze nie musi od razu znaczyć, iż zostanie zombie-hunterem. On to po prostu musi mieć we krwi i głowie.
#19
Napisano 01 marzec 2012 - 17:55
Kick-Ass - jeden z najgłupszych filmów jakie widziałem
.
U mnie pasja rozwinęła się też jakoś tak samoistnie, nikt w rodzinie nie pamięta kiedy się to zaczęło, ale wciąż pamiętam działające na wyobraźnie opowieści mojej mamy o bozach harcerskich i wypadach w góry. To one spowodowały, że też ruszyłem na szlaki i bardzo się z tego ciesze.
Ja sam przyłożyłem jak na razie rękę do wychowania kuzyna i szczerze to... nie musiałem wiele zrobić
. Wystarczyły zdjęcia i opowieści z wypraw, teraz nie mogę się od niego opędzić
. I chyba też wyrośnie na zombie huntera.
U mnie pasja rozwinęła się też jakoś tak samoistnie, nikt w rodzinie nie pamięta kiedy się to zaczęło, ale wciąż pamiętam działające na wyobraźnie opowieści mojej mamy o bozach harcerskich i wypadach w góry. To one spowodowały, że też ruszyłem na szlaki i bardzo się z tego ciesze.
Ja sam przyłożyłem jak na razie rękę do wychowania kuzyna i szczerze to... nie musiałem wiele zrobić
#20
Napisano 02 marzec 2012 - 09:17
Użytkownik Gotar dnia 23 styczeń 2012 - 09:08 napisał
Jeżeli chodzi o płacz dziecka, nie wiem jak ty Aqua, ale ja jak córa się uderzy, to "muszę" z własnej potrzeby wziąć ją na ręce, przytulić, buziaczka dać i podmuchać tam gdzie boli. Ona ma się czuć bezpiecznie, ma wiedzieć od początku, że jeżeli jest jakiś problem to może na nas liczyć. A jak będzie troszkę większa, to wypady gdzieś dalej i wspólne przygody oczywiście wszystko z rozsądkiem.
Użytkownik Gotar dnia 23 styczeń 2012 - 09:08 napisał
A telewizor "wypierdoliłem" przed narodzinami
jedynie co to obrazki do piosenek dla dzieci z YouTuba widzi z takich migotliwych rzeczy
najgorzej to z dziadkami... niereformowalni.
Jak to bajeczki sobie nie może obejrzeć? (z cartoon network - najgorszej stacji) Pod czaszką mi się gotuje zaraz.
Jak to bajeczki sobie nie może obejrzeć? (z cartoon network - najgorszej stacji) Pod czaszką mi się gotuje zaraz.
My też nie mamy telewizora (tzn. mam kompa podłączonego do TV, ale żadnej "telewizji" nie mamy), ale moja ogląda bajki. Trzeba tylko uważać z dawką. Potem pójdzie do przedszkola i tak będzie miała styczność z tym praniem mózgu. A tak to ja wybieram bajki i to w jakim są języku (ja się uczyłem angielskiego z Cartoon Network). No i jak ściągam sobie na "wiadomo jakiej zatoce" - bajki mam bez reklam, a te najbardziej odmóżdżają.
I też robię wszystko, żeby inicjatywy podejmowane przez dziecko bardziej podtrzymywać niż zwalczać. Zamiast "Nie rób bo spadniesz" lepiej powiedzieć "trzymaj się mocno".
W ogóle zwracanie uwagi na zasadzie groźby, że sobie krzywdę dziecko zrobi, jest podsuwaniem dzieciakowi durnych pomysłów. Weźmy takie "Nie dotykaj, bo się oparzysz". Jak dziecko nie zrozumie zaprzeczenia w zdaniu to mamy panowie spory problem, bo dziecko właśnie zrozumiało, że ma dotknąć i się oparzyć.
Rayz-Do
zawsze i wszedzi
zawsze i wszedzi
Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych

Logowanie »
Rejestracja


Do góry









